Coniedzielnik nr 545

Od redaktora

Drodzy Parafianie!

W czasie dzisiejszej liturgii słyszymy po raz kolejny bodaj czy nie najbardziej znaną z ewangelicznych przypowieści, a z pewnością jedną z tych, które odcisnęły najbardziej wyraźny ślad w naszej kulturze. Powszechnie wiemy, że jej głównym bohaterem jest pewien Samarytanin. Dla kogoś nieobeznanego z geografią, historią i kulturą Bliskiego Wschodu mogłoby się wydawać, że chodzi tu o nazwisko, ewentualnie o narodowość, zaś znając uwarunkowania świata powstawania Ewangelii wiemy, że chodzi o człowieka nie tylko pochodzącego z innego regionu, ale także – z racji kulturowych – z reguły wrogo nastawionego.

Uczony w Piśmie rozmawiający z Jezusem bez wątpienia wielokrotnie spotykał się z terminem „bliźni”. Musiał się z nim stykać choćby przy okazji poznawania starotestamentalnych przykazań. Jednak czym innym okazuje się znać jakieś słowo, rozpoznawać jego brzmienie, a czym innym zgłębić istotę jego znaczenia. Skoro uczony zadaje pytanie Mistrzowi z Nazaretu, najwyraźniej sens pojęcia „bliźni” był dla niego co najmniej wątpliwy.

Jako chrześcijanie po wielekroć spotykamy się z przykazaniem miłości. Znamy je z katechizmu, słyszymy je powtarzane w liturgii, poświęcanych jest mu wiele godzin katechezy. Czy jednak jego znaczenie jest dla nas oczywiste? Być może dzisiejsze kolejne spotkanie z przypowieścią o dobrym i otwartym na drugiego człowieku to kolejna okazja, by spojrzeć głębiej i zrozumieć więcej. Może uda się na nowo zastosować słowo „miłość” względem kogoś, kogo mijamy na co dzień? Na ogół łatwiej nam zdobyć się na dobroć serca względem osoby, z którą łączą nas ścisłe więzy. O wiele trudniej jest zdobyć się na wysiłek popatrzenia dokoła i dostrzeżenia kogoś, kto na moje dobre spojrzenie i serce może od dawna czeka.

Wasi duszpasterze. 

 

Aktualności

C

Co u nas?