Zawilgocenie naszego kościoła – o co tu chodzi?

Od początku naszych wspólnych działań przy parafialnym kościele wielokrotnie powtarzamy, że kluczową kwestią jest zagadnienie jego zawilgocenia. Warto na tę sprawę spojrzeć nieco dokładniej.

Jak pamiętamy, nasze działania tak naprawdę ruszyły wtedy, gdy pani Daria Piasecka (ówcześnie jeszcze Maciąg) w ramach przygotowywania pracy magisterskiej zajęła się naszą drewnianą chrzcielnicą. Bardzo szybko okazało się, jakie to stwory były głównym powodem opłakanego stanu zabytku.

Kołatki i inne drewnojady żyją jedynie tam, gdzie mają odpowiednie warunki. Czynnikiem kluczowym dla nich jest wysoki poziom wilgotności. W naszym kościele absolutnie jej nie brakowało (zdjęcie ściany w prezbiterium bez żadnych retuszy, wykonane przy oświetleniu „pod kątem”).

Konsultacje z p. prof. Bogumiłą Rouba skutkowały zaleceniem prowadzenia monitoringu wilgotności, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz kościoła. Takie pomiary prowadzone są nieustannie od 2019 roku z interwałem co 5 minut. Rezultat jednego z pierwszych miesięcznych zestawień może nam sporo powiedzieć. .

Na najistotniejszy dla nas szczegół wykresu proponujemy spojrzeć „z bliska”: wilgotność wewnętrzna (kolor niebieski) praktycznie przez cały miesiąc oscyluje w okolicy 80 procent. Dla budynku, w którym znajdują się zabytkowe drewniane elementy wyposażenia jest to wynik bliski katastrofy. Zresztą całymi latami my to po prostu czuliśmy….

Jednym z pierwszych naszych konkretnych działań było usunięcie warstwy betonu z posadzki kościoła. Po zakończeniu prac przez kilka dni wzdłuż ścian bocznych wyraźnie odróżniały się pasy mokrej posadzki.

Bez najmniejszej wątpliwości główną przyczyną takiej sytuacji było zjawisko podciągania kapilarnego bocznego, Występuje ono, gdy poziom gruntu na zewnątrz budynku jest wyższy. niż poziom posadzki wewnątrz.

Od kilku lat nasz kościół ewidentnie wysycha. Jak dotąd usunęliśmy dopiero jedną przyczynę zawilgocenia, a efekty już są widoczne. Widoczny poniżej wykres z kwietnia tego roku jest przy okazji świadectwem kompletnych anomalii pogodowych, jakie zaszły w tym miesiącu, ale przebieg niebieskiej linii mówi nam sporo.

Podobnie jak nieco wyżej, chciejmy spojrzeć uważniej na fragment wykresu. Co prawda akurat w tym miesiącu wilgotność (zwłaszcza zewnętrzna, rysowana szarą kreską) szalała, a dobowe amplitudy zmian wilgotności biły wszelkie rekordy, jednak wilgotność wewnątrz kościoła (niebieska kreska) oscylowała wokół 60 procent, a pod koniec miesiąca spadła poniżej 50-ciu. Kilka lat temu nawet byśmy o tym nie pomarzyli.

Na koniec – głównie dla wytrwałych – wykres pokazujący przebieg zmian wilgotności, temperatury i punktu rosy z jednej przykładowej niedzieli. Pionowe pasy oznaczają godziny, w których wewnątrz kościoła są wierni uczestniczący we Mszach Świętych. Temperatura (kolor czerwony) w tym czasie wyraźnie rośnie, natomiast wilgotność (kolor niebieski) wraca do wcześniejszego poziomu zaraz po zakończeniu liturgii i wyjściu ludzi. To bardzo dobry znak – nasz kościół zaczął oddychać. Dowodem na to jest także fakt, że różnica między temperaturą wewnętrzną a punktem rosy (kolor żółty) oscyluje koło 3 stopni – taka wielkość parametru jest bardzo odległa od niepożądanej w przypadku zabytkowej budowli wartości 1 stopnia.

Kolejnym etapem naszych działań musi być obniżenie poziomu gruntu na zewnątrz kościoła i zapewnienie właściwego odpływu wód opadowych. Obecnie już wiemy, że przez ostatnich kilkadziesiąt lat gruzu, asfaltu i ziemi wokół świątyni tylko przybywało. Bardzo bliski jest czas, gdy sytuację tę wreszcie uda się trwale zmienić.